Tak siedzę i myślę jak to w końcu jest,
co miesiąc organizm urządza mi test,
i choć tego nie chcę, muszę go przejść,
to standardowa baby życia część,
hormony szaleją, emocje górują,
siły maleją, a nerwy wariują...
i chociaż tak bardzo to męczy i wkurza,
i chociaż co miesiąc ta w środku burza,
to nijak nie mogę tego pokonać,
i nie wiem co jeszcze mam kurwa wykonać,
by ulżyć choć trochę, nie tylko sobie,
moja upierdliwość dokucza też Tobie...
i pytam dziś siebie, nie pierwszy już raz,
jak będzie tym razem, czy znów sięgnę dna,
czy przejdę łagodniej ten tak trudny czas,
nie zranię tym razem nikogo z Was,
kto zwycięży walkę o me człowieczeństwo,
świadoma głowa czy babskie szaleństwo...